Etain

Tylko cicho. Sza. Ona nie lubi jak si? j? budzi. Nie wolno jej przeszkadza? bo wtedy krzyczy. Strasznie krzyczy. Sza. No, ale idziemy, idziemy. Wcale nie jeste?my jeszcze na miejscu. Tylko cichutko. Na paluszkach. Tak jak ja. Ale ?miesznie wygl?dacie. Chi, chi. Chod?cie, no chod?cie. Tylko cichutko. Bo jak was us?yszy to b?dzie z?a, a jeszcze bardziej jak was zobaczy. Tak?e, szaaa...

To tutaj. Trzeba tylko popchn?? to desk?. Ale? skrzypi. Cicho. S?uchajcie. Nie, wydawa?o mi si?. To nie ona. No dalej, do ?rodka. Chyba si? nie boicie. No to co, ?e ?mierdzi, jakby?... Bee... Te? by?cie tak ?mierdzieli. Tchórz was oblecia?. Chi, chi. Tacy duzi, a jak si? trz?s?. No chod?cie. Ty pierwszy. No w?a? do dziury. W?a?. Cykor, cykor. Chi, chi. Dobra ja pierwsza. No w?a?cie za mn?. No ju?. Nie po to tu was przyci?ga?am, ?eby?cie teraz sobie poszli. Tchórze! Sama pójd?. Pchi. No w?a?cie. Tylko po cichu. Chi, chi. Trzeba by?o uwa?a?. Nie zimno ci go?y ty?ku. Go?y ty?ek, go?y ty?ek. Chi, chi, chi.

Teraz ani mru mru. Idziecie za mn?, odchyl? t? zas?onk? i sami j? zobaczycie. Zatkajcie nosy, bo jak mi si? który zrzyga, to utrupi?. Dobra. Tylko cicho.

Rany. Rusza si?. W nogi.

Szybciej g?upku. No szybciej. Bo ci? kopn?. Prze?a?. No ju?.

A mówi?am ?eby by? cicho. Durnie, wszystko zepsuli?cie. Chi, chi. Ale si? za wami kurzy?o.

Dzieciaki. Ja ucieka?am? Ja? Pilnowa?am ?eby wam nic si? nie sta?o, tchórze. Mnie nic nie grozi. I wcale bym nie uciek?a, gdyby nie wy.

Ale strasznie wygl?da, co? Taka stara i brzydka. I te w?osy w nosie. Pewnie, ?e ma w?osy w nosie. Sama widzia?am. No przecie? wam mówi?. Nie, to nie. Nic wam wi?cej nie powiem. Sam jeste? g?upi. Nie odzywam si? do was g?upole.

Chi, chi, chi. No dobra. Niech wam b?dzie. Siadajcie.

Podobno nikt nie wie sk?d si? wzi??a, a mówi? te?, ?e zawsze tu by?a. Przynajmniej ci którzy wiedz?, ?e tu jest. Nie mo?na jej wygoni?. Nikt by si? nie odwa?y?. Zreszt? po co. Kiedy? by?a m?oda i ?adna, chyba nawet bogata. Ten dom wcale nie by? tak? ruder? jak teraz. S?ysza?am, ?e by?y w nim z?ocone ?wieczniki i srebrne kafelki na ?cianach. No, podobno takie p?ytki. Sk?d mam wiedzie? g?upku jak to wygl?da, przecie? jak si? urodzi?am to ju? ich dawno nie by?o. Nawet woda lecia?a ze ?ciany jak si? j? nacisn??o. Taki strumyk si? otwiera? i lecia?a czysta, ?ródlana woda. Mo?na by j? pi? i pi?, taka by?a pyszna. A ona tylko my?a w niej r?ce. No przecie? mówi?, ?e by?a bogata. Nie zmy?lam, tak by?o. Mówi? mi mój brat zanim go wsadzili. A on zawsze mówi prawd?. Chi, chi. Mi zawsze mówi? prawd?.

I wtedy jak ona by?a bogata to si? zacz??o. Podobno zwariowa?a, widzia?a jakie? dziwne rzeczy. Krew na ?cianach i takie tam. Normalne morderstwa. Wy?a wtedy i skr?ca?a si? z bólu. I wy?a i skr?ca?a si?. A jej oczy rzuca?y taki dziwny blask. Czarowny blask. I by?y pe?ne krwi. A? ?cieka?a po jej twarzy. I widzia?a te rzeczy. ?mier?. ?mier?. ?mier?. I nigdy tak? zwyk?? ?mier?. Jak kto? umiera ze staro?ci czy na suchoty, czy od gor?czki. Zawsze tak? pe?n? krwi, szarpaniny i okrucie?stwa. Nikt w jej g?owie nie umiera? ze staro?ci. A pó?niej zacz?li gin?? ludzie. Ci sami co w jej g?owie i w ten sam sposób. Umierali w ka?u?ach krwi, z poder?ni?tymi gard?ami, w skurczach od zadanej trucizny, z p?tl? na szyi. Nie by?o ich wielu. Na pewno mniej ni? jej wizji. Ale to o niczym nie ?wiadczy. I ona wiedzia?a, ?e oni umr?. Próbowa?a im pomóc, a oni ?eby si? chroni? robili co?, przez co ko?czyli jak ko?czyli. Ale widzia?a to tylko czasami jak j? napad?o. I to wsz?dzie. Czasami na pocz?tku to nawet na przyj?ciach, albo na rynku. Pó?niej przestali j? zaprasza?, a na rynek wysy?a?a s?u??cych.

Wtedy zabrali j? ludzie ksi?cia. Chyba my?leli, ?e to ona ich wszystkich zabi?a. Sam nie wiem. Albo my?leli, ?e zwariowa?a. Mo?e i zwariowa?a, ale na pewno ich nie zabi?a bo dalej mia?a wizje w lochach. A po jakim? czasie oni i tak umierali. Chocia? j? trzymali. Pó?niej próbowali powstrzymywa? te zabójstwa, ale nigdy nie by?o wiadomo kiedy ?mier? przyjdzie a czasami nawet sami ludzie ksi?cia pomagali spe?ni? si? przepowiedni. Zabili pewnie z po?ow? tych ludzi próbuj?c ich broni?. To g?upki. Wszystko zawsze psuj?. Wiecie przecie? jak naj?atwiej dla nich zamkn?? przest?pc?. Wle?? do celi, zamkn?? j? na klucz, a potem go wyrzuci?. Zawsze dzia?a. Chi, chi. Ale co ja mówi?am wcze?niej? Debil. Wiem, ?e o stra?nikach. Ale przedtem? Aha. No i tak j? trzymali, ale przecie? by?o wiadomo, ?e jest niewinna i ona chcia?a wyj??, a jej nie pozwalali. W ko?cu wymy?lili. Oddali j? dla inkwizytora, czy tam egzorcysty. ?e niby jest przekl?ta, albo nawiedzona, albo op?tana. Nie wa?ne. Przez rok chyba jej nie by?o. Strasznie d?ugo.

Ale wróci?a zmieniona. Chuda, stara i brzydka. Jakby w ogóle kto? inny. Ale niby pomog?o. Ka?dy wam powie, ?e gówno pomog?o, ale j? pu?cili bo przesta?a tam u nich si? rzuca?. No to wróci?a do siebie.

Nigdzie nie wychodzi?a, z nikim si? nie widywa?a. ?adnych wrzasków nie by?o s?ycha?. Powoli tylko zacz??o topnie? jej bogactwo. Wyda?a wszystkie swoje oszcz?dno?ci i zaci?gn??a d?ugi, no to wynie?li jej z domu wszystko. W ko?cu dom te? zabrali, ale zostawili jej ten pokoik na dole, ?eby nie ?azi?a po ulicach i nie patrzy?a tym swoim ob??kanym spojrzeniem. A wtedy naprawd? by?o straszne. Oczodo?y jej sczernia?y dos?ownie, r?ce popuch?y w ?okciach. Wygl?da?a jak trup. Ale nie umar?a. Nikt nie wie dlaczego. I jak to mo?liwe. Podobno czasami nic nie jad?a nawet przez tydzie? albo dwa. Nie wiem jak to mo?liwe, ale prze?y?a. I dalej tak ?yje. Teraz ju? wiadomo, ?e te jej ataki nie znik?y. Nauczy?a si? je ukrywa?. A pó?niej jak ju? wróci?a znalaz?a inny sposób. Najpierw by?a selchaka. Ale jest droga. Za droga jak si? nie ma ju? nic. Zupe?nie nic. Bo nawet wolno?ci ju? po niej nie mia?a. Mog?a tylko siedzie? w tym swoim pokoiku na dole i gapi? si? na ?ciany czekaj?c a? kto? przyniesie jej co? do ?arcia. Podobno taka by?a w?a?nie cena tego budynku, ?eby kto? nosi? jej co? do ?arcia i ?eby mog?a tam zosta?, ?eby nie musia?a si? w?óczy?, cho?by nawet mog?a.

No i tak tam gnije. W tym syfie. Dobrze, ?e chocia? nie ?re jak cz?owiek, bo ju? by si? w gównie utopi?a. ?yje, pewnie ?e ?yje. My?lisz, ?e trup by tak sobie tam ?y?. By zgni?a, rozpad?a si?. A co tam Ko?ció?. Gówno Ko?ció?. ?arcie jej przynosi?, a nie za egzorcyzmy i im si? znowu zabiera?. Zreszt? dla nich to nawet lepiej mie? taki ?ywy przyk?ad pod bokiem. A ?e jest nieszkodliwa to nawet niech tam sobie ?yje. Przynajmniej jest czym takich dzieciuchów, jak wy, straszy?. Chi, chi. Sami widzieli?cie. Cieszcie si?, ?e was nie przedstawi?am. Ja ju? z ni? gada?am. Fajna jest, jak nie ?pi. Nawet czasem opowiada, jak to kiedy? by?o. Jak to jej ?ycie wygl?da?o, jak by?a bogata. Bajki, albo nie bajki. Pos?ucha? mi?o. Bo chocia? g?os ma straszny to opowiada? umie, oj umie. A jak jeszcze nagle co? zobaczy. To tylko ciarki cz?owiekowi po plecach przejd? i d?ba w?osy staj?. Dobra dosy? tego gadania. Chod?cie do portu, mo?e co? z?apiemy. Jestem jej co? winna za to, ?e j? obudzi?am. No chod?cie amen'ta wcale nie s? takie gro?ne. Mo?e troch?. Te szramy wcale tak ?le nie wygl?daj?. Musz? jej zanie?? ten szczurzy klejnot, ?eby znowu zasn??a. Ale dam jej dopiero jak mi co? opowie. No chod?cie. Was te? zabior?.

Etain Taffarel, lady domu Hawkwood

Los nie by? ?askawy tej niem?odej ju? kobiety. Owszem szcz??ciem przysz?a na ?wiat jako osoba wy?szego stanu - mia?a w?adz?, pieni?dze, w razie potrzeby murem stawali za ni? inni szlachetnie urodzeni z jej rodu, nie mniej jak to cz?sto bywa ko?o fortuna zatoczy?a pó? obrotu i Etain znalaz?a si? na samym dole.

Powy?sza historia dosy? dobrze oddaje fakty z ?ycia Etain. Pewne szczegó?y zosta?y nieco wyg?adzone, niektóre fakty zatajone. Te drobne nie?cis?o?ci nie maj? wielkiego znaczenia. Niezbitym faktem jak dot?d pozostaj? jej nadnaturalne zdolno?ci przewidywania pewnych zdarze?, niestety Etain nigdy nie nauczy?a si? w ?aden sposób panowa? nad swymi widzeniami, jedyn? rzecz? jak? uda?o si? jej osi?gn?? jest mo?liwo?? zachowania kamiennej twarzy w czasie ataku, które w jej obecnym stanie szybko prowadz? do mini-zapa?ci i narkoleptycznego snu.

Nidy nie pogodzi?a si? ostatecznie ze swym darem, czy te? przekle?stwem, a jedynym ukojeniem by? dla niej sen. Z nieznanych powodów nie miewa?a koszmarów zwi?zanych ze swymi nad wyraz barwnymi wizjami, potrafi?a ca?? noc przespa? z delikatnym u?miechem na ustach, jak gdyby rozkoszuj?c si? tymi chwilami spokoju. St?d te? wzi??o si? jej poszukiwanie najskuteczniejszych ?rodków nasennych, które w efekcie zaowocowa?o uzale?nieniem i przerzuceniem si? na najmniej chyba odpowiedni, aczkolwiek dosy? ?atwo dost?pny ?rodek - "szczurzy kamie?".

To w?a?nie przez ten gruczo? szczura amen'ta, Etain zapad?a na narkolepsj?. W chwili obecnej zupe?nie ju? nie panuje nad snem i jaw?. Wszystko zlewa si? w jedno nieustanne pasmo zdarze?: jej ?ycie, jej sny, jej wizje. I wierzcie mi ?adnego z nich nie chcieliby?cie do?wiadczy?.

RasaCz?owiek
RangaDama
CytatTaaaak, m?ody cz?owieku. Wtedy w?aaaa?nie... Aaaaa...
OpisDrobna kobieta, nieco po czterdziestce a wygl?daj?ca na co najmniej 90. Gdyby znalaz? si? kto? na tyle zdeterminowany, aby doprowadzi? j? do ?adu, okaza?aby si? ca?kiem jeszcze sympatyczn? postaci? o zupe?nie siwych w?osach. Wszechobecny jednak brud upodabnia j? do stracha na wróble, z którego musia?yby te ptaszyska korzysta? do za?atwiania pewnych potrzeb fizjologicznych.
?witaJasne. Etain wystarczy sama za siebie. Aczkolwiek ka?dy otwarcie staj?cy przeciwko niej mo?e liczy? si? z dosy? przykrymi konsekwencjami, tak ze strony mieszka?ców okolicy, traktuj?cych j? niczym swojego rodzaju maskotk?, jak i ze strony domu Hawkwood, wszak nadal p?ynie w niej ta sama krew.
Wspó?czynnikiWedle uznania, aczkolwiek nie ma ona nic wspólnego z komandosami, czy nawet szermierzami. No i oczywi?cie Psi - nieco restrykcyjne korzystanie z mocy ?cie?ki Omen.
Tomasz "Those" Senda
Dodaj swój komentarz
Twoje imiÄ™ i nazwisko:
Twój e-mail:
Treść: