Ona? Ma na imi? Masza. No tak, mog?em si? tego domy?la?. Jest s?u??c?, niewolnic? albo przyjació?k? Stiepana. Co? Stiepana te? nie znasz? Wszechstwórco, gdzie? ty si? chowa??! Wywiadowca od siedmiu bole?ci. Je?eli zawsze w taki sposób zbierasz informacje o interesuj?cych ci? osobach, to lepiej rzu? t? robot?. Odpu?? sobie. Masza, no có?... A daj mi spokój, musz? jeszcze porozmawia? z lordem Chaucerem. Tylko na lito?? Wszechstwórcy - dyskrecja to podstawa w naszym fachu. Pami?taj! A teraz je?li pozwolisz...
Khe, he, he. Podoba Ci si?? Przecie? widz?, ?e tak. Eh, he, he. Zata?czy?by? z ni?, h?? Jaki? ognisty, decadoski taniec. Ciemn? noc?, sam na sam, w jej pokoju. Eh, he. Gdybym tylko by? troch? m?odszy, sam bym z ni? zata?czy?.
Jest tylko jeden problem. Ten grubas, tam w k?cie. Stiepan Fiodorowicz Decados - jej pan. Nie daje nikomu po?o?y? na niej ?ap. Rezerwuje j? tylko dla siebie. Stary zboczeniec. Pewnie nie chce, ?eby inni widzieli, co zrobi? z jej pi?knym cia?em podczas tych swoich wyuzdanych zabaw. Tak, he, he, z pewno?ci? ta cudna suknia skrywa krwaw? tajemnic?. Pomór i g?ód na tych psich synów. Taka g?adka, taka kszta?tna, taka ch?tna. He, he. Wida? to w jej oczach - ten g?ód, t? ??dz?. Tylko czeka, a? kto? taki jak ty wyrwie j? z r?k zbocze?ca. I we?mie j? w swoje brudne ?apska. Khe, he, he.
A powiem Ci w tajemnicy... Zreszt? to ?aden sekret, cho? wola?bym ?eby, to zosta?o mi?dzy nami. S?ysza?em z pierwszej r?ki. Co? Nie wa?ne od kogo. Ch?opcze! Khe! Khe! Uwa?aj! Nie rozmawiasz z byle ch?ystkiem. Mo?e i jestem stary, ale... Tak. To dobrze, ?e przepraszasz. Chyba ci? lubi?, ch?opcze. Jakie mówi?e? nosisz nazwisko? Ach, tak, rzeczywi?cie. No wi?c ch?opcze, wiem z pierwszej r?ki, ?e raz na jaki? czas, ten opas?y wieprz tak katuje to boskie stworzenie, ?e ta wydaje z siebie takie odg?osy, ?e a? uszy puchn?. Podobno krzyki s? tak przera?aj?ce, jak gdyby dochodzi?y z jakiej? piekielnej otch?ani. Khe, he. Chyba nas zauwa?y?, zbyt usilnie przypatrujesz si? ludziom, ch?opcze. Có?, pora na mnie. Wybacz kawalerze, ale musz? oddali? si? na moment. Pozdrów baroneta Fiodorowicza ode mnie. Adieu.
A có? to za spiski? Ach, tak oczywi?cie. Podzi?kuj? mu za nie którego? dnia. A ty panie? Czy ja niegodziwy dost?pi? zaszczytu poznania waszej godno?ci? Mi?o mi pozna?. Wierz?, ?e ju? zna pan moj? to?samo??, niemniej dope?nijmy formalno?ci. Baronet Stiepan Fiordorowicz Decados. S?uga uni?ony.
O czym? to wi?c rozmawiali?cie z tym starym durniem? Wybacz panie ten nieco zadufany ton mej przemowy, ale rzeczywi?cie nie mam, jak i nikt w tym gronie, wi?kszego powa?ania tak dla osoby, z któr? mia?e? przyjemno?? przed chwil? rozmawia?, jak i dla jego ?miesznych konfabulacji, jakimi zapewne zd??y? ju? ci?, kawalerze, zm?czy?. Có? wi?c by?o przedmiotem jego fantazji, je?li nie moja osoba, na której tak nieodmiennie spoczywa? wasz wzrok?
Masza? Nie, kawalerze, nie przedstawi? was sobie. By? mo?e nie brak ci fantazji, kawalerze, ale Masz? jednak zostaw mnie. Nie przygl?daj si? jej jednak teraz, kawalerze. Mam ci co? wa?nego do przekazania. I nie mówi? tego tylko dla przep?dzenia niewygodnego konkurenta, którym niew?tpliwie sta?by? si?, wasza godno??, gdyby? zawar? z ni? bli?sz? znajomo??, ale te? ze wzgl?du na twoje dobro. Tak, mój drogi - twoje dobro. Có? bowiem urzek?o ci? w niej, je?li nie jej oszo?amiaj?ce, musz? to przyzna?, uroda i nieprzeci?tna, ba zjawiskowa wr?cz, elegancja ruchów? Musisz jednak wiedzie?, kawalerze, ?e kobiecy powab to nie jedyna jej cecha i lepiej by?oby dla ciebie, gdyby? nie pozna? jej zdolno?ci nigdy w ?yciu, je?li pragniesz, naturalnie, aby by?o ono d?ugie i, co nie mniej wa?ne, a mo?e nawet najbardziej istotne, stosunkowo przyjemne.
Zapomnij wi?c, je?li ci twoja przysz?o?? mi?a, o tej damie. Nie dla takich jak ty jest dane obcowanie z ni?, nie ujmuj?c nic twej osobie, a nawet przydaj?c jej przez ten fakt wi?cej cnót. Zapomnij kawalerze o Maszy. I wznie? mod?y do Wszechstwórcy, aby i jej wzrok i pami?? nigdy nie zatrzyma?y si? d?u?ej nad twoj? osob?.
Pijany? Obra?asz mnie, kawalerze. Szczero?? za szczero??. Tyle by?em ci winien. Ani mniej, ani wi?cej. Pami?taj, com ci powiedzia? - to jedyne ostrze?enie jakie otrzymasz.
Bal si? ko?czy. Czas ju? na mnie. Do zobaczenia, kawalerze.
A niech mnie, je?li to nie nasz kochaniutki, s?odziutki rycerzyk. No, no. Któ?by si? spodziewa?. Taki ?adny. ?liczno?ci. Chod? do Masze?ki. Przecie? chcia?e?. Sam chcia?e?, s?odziutki.
Na ?cian? z nim. Za?ó?cie kajdany. Zdejmijcie mu knebel. A teraz wyjd?cie. Won! Wypierdala? st?d! Won!
Przepraszam. Czasami si? po prostu inaczej nie da. Mam nadziej?, ?e moi ch?opcy nie uszkodzili ci? zbytnio w drodze do mnie. S? troch? nieokrzesani, szczególnie, kiedy im rozka?? troch? zmi?kczy? go?cia w drodze. W twoim przypadku, na szcz??cie, nie by?o to potrzebne. Szkoda by?oby zniszczy? tak? pi?kn? twarz. Twoi rodzice musz? by? dumni, ?e maj? takie ?liczne dziecko. Na pewno s?. Mo?e ci tego nie mówili. Mówili ci?
Odpowiedz. Nie bój si?. Nic ci nie b?dzie. Przepraszam, ?e tak musia?o doj?? do naszego spotkania, w takich warunkach. Ale nie mia?am wyboru. Odpowiedz. Przecie?, to ja. Masze?ka, pami?tasz? Widzieli?my si? na balu. Od pierwszej chwili bardzo mi si? spodoba?e?. Szkoda, ?e wtedy nie odwa?y?e? si? zrobi? pierwszego kroku. Tak mi na tym zale?a?o. Tak bardzo mi zale?a?o. Ale ty... Ty nie zwraca?e? na mnie uwagi. Powiedz, ?e tak nie by?o - ?e szala?e? za mn? od pierwszej chwili. Powiedz. Kochany, b?agam ci?. Zaklinam ci? na wszystkie ?wi?to?ci tego ?wiata. Wydob?d? z siebie jaki? d?wi?k, jedno s?owo. To tak wiele dla mnie znaczy. Cokolwiek, niech tylko us?ysz? twój s?odki g?os. Co? Mów g?o?niej. Jeszcze troszk?, dasz rad?. Co?
Co?! Co, kurwa, Stiepan?! Stiepan nie ?yje! Ten gruby wieprz nie ?yje!
Mia? zawa?. Wiem, ?e to rzadkie w tak m?odym wieku, ale przy jego tuszy... Wcze?niej czy pó?niej musia?o si? to sta?. A tyle razy mu powtarza?am, ?eby bardziej o siebie dba?. Nie, oczywi?cie, ?e nie mia?am z tym nic wspólnego. Podejrzewasz mnie o takie rzeczy? Kochany, nie ra? mnie. Nie, kiedy jeste?my ju? razem. W ko?cu, na zawsze, dopóki ?mier? nas nie roz??czy.
Nie gor?czkuj si? tak. Zaraz sprowadz? medyka. Ale najpierw powiedz, ?e mnie kochasz. Nie? Trudno. Mówi?am, ?e zaraz sprowadz? medyka. On wszystko za?atwi. I b?dziesz móg? to powiedzie?. B?dziesz chcia? to powiedzie?, jak nic innego w ?yciu. B?dziesz wi? si? z bólu, je?li nie b?dziesz móg? tego powiedzie?. S? sposoby. Na wszystko s? sposoby. B?dziesz mnie kocha?. B?dziesz si? mnie ba?, ale b?dziesz mnie kocha?, jak nikt inny nigdy nikogo nie kocha?. Nie b?dziesz widzia? ?wiata poza mn?. Jednego z?ego s?owa na mój temat nie powiesz, tak b?dziesz mnie kocha?. Szybciej odetniesz sobie j?zyk, albo poder?niesz gard?o. B?dziesz mnie kocha?.
A ja? No có?. Ja mam inne rzeczy do zrobienia. Praca dla Agencji Jakovian to ci??ka harówka. Na pocz?tku b?dziemy musieli, to znaczy ja b?d? musia?a, udawa? szcz??liwie zakochan? w tobie m?od? ?on?. Nie bój si?, dobrze potrafi? to robi?. A? sam si? zdziwisz i b?dziesz si? zastanawia?, czy aby dzisiejsza noc ci si? nie przy?ni?a. A pó?niej, no có? - sam rozumiesz, nic nie trwa wiecznie. Mam zadanie do wykonania. Infiltracja cudzych baz wojskowych nie jest taka ?atwa, ale w ko?cu twój ojciec wiele znaczy, a ty sam te? mo?esz si? jeszcze przyda?, przecie? wkrótce b?dziesz mi wierny jak pies. Gotowy na ka?dy rozkaz, ka?de wyrzeczenie w imi? mi?o?ci. A kiedy przyjdzie nowy przydzia?, nowy rozkaz, no có? b?dziemy musieli si? rozsta?. Ale pami?taj, nasza mi?o?? jest wieczna. B?dziesz mnie kocha?, a? do ?mierci.
* * *
Masza, poddana rodu Decados, dla wtajemniczonych wywiadowczyni Agencji Jakovian.
Masza zawsze stanowi cz??? - skromnej, bo skromnej, ale zawsze - ?wity jakiego? paniczyka. Czasami bywa ?on?, czasami kochank?, czasem niewolnic? lub s?u?k?. Masze?ka, jak pieszczotliwie nazywaj? j? kolejne ofiary, stanowi uciele?nienie marze? znacznej cz??ci m??czyzn zamieszkuj?cych Znane ?wiaty. Niezbyt wysoka, ale te? nie nazbyt niska, proporcjonalnie zbudowana, o pi?knej, zadbanej twarzy i d?ugich, puszystych w?osach tworz?cych gustown? fryzur?. Ca?a jej posta? tchnie zmys?owo?ci?, seksapilem i feromonami w ilo?ci mog?cej zwali? z nóg nawet najbardziej zatwardzia?ych zwolenników celibatu. Ka?dy jej ruch wydaje si? nad wyraz swobodny, a przy tym wdzi?czny i pe?en gracji. Po prostu anio? w ludzkiej postaci - takie jest pierwsze wra?enie. Chodz? te? s?uchy, ?e jest niezwykle gor?c? kochank?, a jak mówi? z?o?liwi - ma w sobie co? z diablicy. Nieraz bowiem zdarza?o si? s?ysze? postronnym pe?ne bólu wrzaski szlachcica, dobiegaj?ce z zajmowanych przez niego komnat w chwilach, gdy by? sam na sam z Masz?.
Traktowana jest przez swego towarzysza zawsze z du?ym szacunkiem i oddaniem. Nigdy nie zdarzy?o si? jej zosta? uderzon? przez podleg?ego jej rozkazom m??czyzny. Czasami pozwalaj? sobie co prawda na niedwuznaczne uwagi pod jej adresem lub obra?liwe, teatralne gesty, nigdy jednak nie splugawili jej godno?ci bardziej agresywnym i bezpo?rednim dzia?aniem.
Nie jest to jednak wynikiem przesadnej sympatii czy przywi?zania do ulubionej kobiety, Masza ma zapewnion? opiek? innego zupe?nie rodzaju. Jest ona zbrojnym ramieniem Agencji Jakovian i jako taka podlega wy??cznie jej rozkazom. Przynajmniej na tak d?ugo, jak d?ugo nie wejdzie ona w konflikt, który móg?by zdradzi? jej powi?zania z Agencj? i narazi? przywódców na niepotrzebne k?opoty. Poza tym odnalaz?a jaki? czas temu silny ?rodek stymuluj?cy wydzielanie feromonów, przez co jest w stanie ca?kowicie zniewala? m??czyzn b?d?cych pod jej urokiem, czyni?c ich ca?kowicie pos?usznymi jej woli.
Jest jednak nasza Masze?ka nie tylko zwyczajnym cynglem, osob? odpowiedzialn? za pozbywanie si? niewygodnych ludzi, ale tak?e niezast?pion? agentk?, intrygantk? i prowodyrk? wielu niezwyk?ych wydarze?. Nale?y te? przyzna?, ?e w tym co robi jest piekielnie dobra. Jak dot?d wykona?a wszystkie powierzone jej zadania...
Trudno powiedzie?, jak do tego dosz?o, ?e zajmuje si? tym, czym si? zajmuje. Sama nigdy nie mówi o swojej przesz?o?ci. Zreszt?, teraz nie mia?aby ju? i z kim porozmawia?. Jak sama by to okre?li?a, otaczaj? j? tylko nic nie znacz?cy g?upcy i marionetki w r?kach jeszcze wi?kszych g?upców. Dawno ju? przemin??o to, co pchn??o j? na tak?, a nie inn? drog? ?ycia. Nic ju? nie zosta?o z romantycznych wzrusze? pierwszych lat dzia?alno?ci, pozosta?y jednak nabyte umiej?tno?ci i zobowi?zania wobec organizacji, która sta?a si? jej nowym domem.
Dzi? Masze?ka jest ch?odn?, wyrachowan? graczk? w dyplomatycznych intrygach i podst?pach. Inteligentn?, bezwzgl?dn? i ?miertelnie niebezpieczn? przeciwniczk? wszystkich tych, których wska?? jej zwierzchnicy. Nie dla niej jest pope?nianie b??dów, zostawianie niewyrównanych rachunków, pozostawianie ?yj?cych ?wiadków. Doskonale pozna?a narz?dzia swego rzemios?a i korzysta z nich z perfekcyjn? skuteczno?ci?.
Tomasz "Those" Senda

