Wizje

Zbyt d?ugo zwleka?em z opisaniem dwóch wydarze?, które mia?y znacz?cy wp?yw na moje dalsze ?ycie. Ba?em si? ubra? je w s?owa zanim nie upewni?em si?, i? ich moc nie znik?a jak sen nad rankiem. Lecz pomimo tych wszystkich miesi?cy i lat od kiedy si? to wydarzy?o, towarzysz? mi, tak samo silne jak w momencie kiedy ich do?wiadczy?em. Wizja z mojej m?odo?ci i sen o Gargulcu Nico?ci zmieni?y mnie, i nie potrafi? dot?d orzec dok?d mnie zabior?.

Obawiam si?, i? rzeczy te s? niewygodne dla wielu, którzy woleliby nie czyta? tak intymnych portretów czyjego? osobistego ?ycia kiedy wielu z nich jest cz?sto zbyt zmieszana by czyta? swoje w?asne. Wiara - nawet cicha, ?arliwa wiara - denerwuje wielu, gdy? zazwyczaj uto?samiaj? j? z g?upot? b?d? z ogniem ka??cej Inkwizycji. Wielu wola?o by pozostawi? sprawy duszy ekspertom. Je?li to w?a?nie tyczy si? ciebie, czytelniku, nie czytaj dalej. Poniewa? zamierzam opisa? nagie prze?ycia i czyst? energi? Wszechstwórcy. Wi?c je?li te wierzenia denerwuj? ci?, przewró? te strony i powró? do spraw bardziej przyziemnych.

Gdy by?em ma?y, ?y?em na chlebie i mleku Ko?cio?a. Wychowany w g??bokiej wierze na Midian, nie zna?em innego celu w ?yciu ni? zakrystia. Moja droga, ukochana matka ?yczy?a mi jedynie ?wi?ce?, tak jak i mój dobrze postawiony wuj, nikt inny ni? Arcybiskup Byzantium Secundus. Lecz Wszechstwórca zazwyczaj posiada w?asne wizj? naszej przysz?o?ci i ujawnia je w swoim czasie.

Mia?em 14 lat kiedy z?o?y?em ?luby zakonne i otrzyma?em szaty nowicjusza. Moje wi?zy rodzinne wcze?nie wprowadzi?y mnie w arkana, gdy moi przyjaciele byli jeszcze ministrantami i lektorami. Nie by?em przez to ani przygn?biony ani przesadnie podekscytowany. Moja kariera w Ko?ciele by?a przes?dzona, nie by?a jednak czym? czego oczekiwa?em z podnieceniem czy te? obaw?. Zmieni?o si? to w ogrodach Lady Tary Li Halan.

Przechadza?em si? tam popo?udniem szarego dnia, natkn??em si? na umieraj?cego ptaka wuwei. Mokuto neko, która zrani?a go ?miertelnie oddali?a si? gdy tylko podszed?em, pozostawiaj?c ptaka by s?abo trzepota? si? w strachu i bólu. Pochyli?em si? by przyjrze? si? jego ostatnim chwilom, bardziej z ciekawo?ci ni? wspó?czucia. Umieraj?ce zwierz?ta nie s? czym? niezwyk?ym. Ale gdy tak obserwowa?em jego s?abe zmagania, zda?em sobie spraw? i? moja obecno?? sprawia mu jedynie wi?cej bólu. G?upio wyci?gn??em r?k? by go obj??, z nadziej? uspokojenia go. Oczywi?cie ptaki nie lubi? by? g?askane. Nie wiem co sobie wtedy my?la?em. By?em g?upi.

Nagle, sta?o si? co? niesamowitego. Ptak znieruchomia?, nie umar? lecz uspokoi? si?, jak gdyby zaakceptowa? mój s?aby gest pokoju. Jego oczy spojrza?y prosto w moje i zobaczy?em w nich wewn?trzne ?wiat?o. W rzeczy samej zobaczy?em ?wiat?o, które podkre?la?o ca?e jego malutkie cia?o, ciep?a jasno?? która rozprzestrzenia?a si? na zewn?trz. W miar? jak si? temu przygl?da?em wizja stawa?a si? przejrzystsza, mg?a jak gdyby rozst?pi?a si? tak abym po raz pierwszy móg? widzie? druga istot? w pe?ni jej chwa?y. ?wiat?o promieniowa?o na zewn?trz i spotka?o inn? ?wiat?o??, g??bsze i ja?niejsze ?wiat?o zst?puj?ce z góry. Gdy ?wiat?a si? spotka?y ca?a okolica zalana by?a jasno?ci?, rozprzestrzeniaj?c si? wokó? i poch?aniaj?c mnie w niej.

Straci?em oddech. ?wiat?o odp?yn??o tak?e ze mnie, pal?c ?ywym ogniem w mojej piersi jakby moje cia?o nie mog?o pomie?ci? jasno?ci. Spojrza?em ponownie na umieraj?cego ptaka i zauwa?y?em jak jego ?wiat?o wystrzeli?o z jego serca i pomkn??o ku niebu. Kiedy znik?o pomi?dzy ci??kimi chmurami, blask wokó? mnie zmala? i zszarza?. Moje w?asne ?wiat?o powróci?o do mnie.

By?em wyczerpany. ?wiat powróci? do swego poprzedniego stanu. Mg?a ponownie si? zasnu?a, ukrywaj?c ?wietlisty sekret przed ?wiatem. Cia?o ptaka le?a?o nieruchomo, martwa ?upina.

Wierz?, i? zosta?em obdarzony wizj? Zst?pienia Chwa?y Wszechstwórcy, oraz ?wietlistego Powrotu do Empireum jednego z jego boskich tworów. Jednak?e do?wiadczenie to by?o inne od tego, o którym nauczali mnie moi Ortodoksyjni nauczyciele. Ptak ods?oni? p?omie? w nim samym - jego pojawienie si? w odpowiedzi ujawni?o mi moje w?asne ?wiat?o, wydobyte dzi?ki obecno?ci Wszechstwórcy.

Ta ?wi?ta wizja zmieni?a ca?e spojrzenie na moj? karier?, na ca?e ?ycie. Do tej pory nie mog?em o tym powiedzie? moim nauczycielom, i? odbiega?a ona zbyt daleko od ich doktryn. Nawet wtedy jako m?ody ch?opak wiedzia?em, i? moja wizja by?a prawdziwsza ni? teologia przetrzymywana w ksi??kach przez ca?e milenia. Wiedzia?em ju? wtedy, ?e prawdopodobnie odejd? z zakonu by do??czy? do Eskatoników, których doktryny mówi?y dok?adnie o tym czego do?wiadczy?em. Od tamtego wydarzenia rozmawia?em z wieloma ksi??mi, w moim wieku i starszymi, i dowiedzia?em si? i? wizja, któr? zosta?em obdarzony jest rzadko?ci?. Wielu z nich podró?owa?o przez ?ycie bez do?wiadczania jej, polegaj?c jedynie na wierze jako dowód na istnienie Wszechstwórcy. Zrozumia?em dlaczego Ko?ció? by? dla nich tak wa?ny; by?o to ich jedyne do?wiadczenie bosko?ci przekazywane przez po?redników którzy dotkn?li Tworzenia. Wiedzia?em jak prawdziwie zosta?em pob?ogos?awiony otrzymawszy to czego wielu nie otrzyma?o. Nie potrzebowa?em ksi?g ani debat; prawda Wszechstwórcy trwa?a w mojej pami?ci, w mojej duszy.

Wiedzia?em jednak, i? stawianie si? ponad innymi z powodu takiego daru by?o z?e, i prowadzi?o by tylko do wielkiej pychy. W przeciwie?stwie, uwa?a?em si? za cz?owieka pokornego. Dlaczego zosta?o mi dane ujrze? tak? wizj?? Na pewno oznacza?o to i? musz? s?u?y? Wszechstwórcy, odda? ?ycie w jego s?u?bie. Zacz??em zazdro?ci? tym którzy byli ?lepi na wizje, gdy? mogli wybra? przebieg nauki tak jak im by?o wygodnie bez wp?ywu boskiej pomocy. Kwestionowa?em wszystkie moje czyny w ?wietle mej wizji. By?em sparali?owany brakiem zdecydowania z obawy czy dokonam s?usznego wyboru.

Tylko czas uspokoi? me obawy. Tylko zmieniaj?ce si? ziemskie cykle przez miesi?ce i lata, przywróci?y mi poczucie wewn?trznego spokoju. Musz? ufa? memu sercu, memu w?asnemu ?wiat?u. Dlaczegó? mia?o by mi si? ukaza? moje p?on?ce serce je?li nie po to by zrozumie? i? prawda le?y wewn?trz?

Lecz nie mog?em zapomnie? nieba, do którego uda?a si? umieraj?ca dusza ptaka. Wtedy te? narodzi?o si? moje pragnienie gwiazd i przygód. Ci?gle trwa we mnie silnie. To pragnienie i wspomnienie wcze?niejszej wizji przygotowa?o mnie do zadania, które powierzy? mi Gargulec.

Moja Pani Erian Li Halan poprowadzi?a mnie na Pustkowie w poszukiwaniu s?awnej wyroczni. Z reszt? jej ?wity, zakupili?my mo?liwo?? przekroczenia Stygmatu w kierunku Pustki, zdaj?c sobie spraw?, i? nie b?dziemy mogli ju? wróci? z powodu obaw garnizonu na Stygmacie o ?lady zarazy Symbiontów po?ród nas. Ale dla Erian, by?o to warte ryzyka. Jej ziemie zosta?y skradzione, nie mia?a dok?d wraca?.

Stara matrona w jej pobo?nym domu opowiedzia?a jej o Gargulcu, który dawno temu obdarzy? wizj? jej dziadka. Wizj?, która ukaza?a przed nim sekret potrzebny by doj?? do w?adzy w rodzinie. Po powrocie z wyroczni, jej dziadek, w przeci?gu kilku lat, zr?cznie pozby? si? wszystkich rywali i w niewyt?umaczalny sposób przewidzia?, którzy z jego aliantów go zdradz?. Podbudowana t? opowie?ci?, Erian przysi?g?a odnale?? wyroczni?.

Ju? na Nico?ci, musieli?my zakupi? ?rodek transportu i przewodnika, który zabra?by nas na pustkowia, gdzie przesiadywa? Gargulec przez wi?cej lat ni? mówi?a o tym historia. Kilka statków mog?o ryzykowa? l?dowanie na pustkowiach, w obawie przed wiatrami w wysokich partiach atmosfery, które mog?y wy??obi? i przebi? kad?ub statku. Lecz wiatry ni?szym pu?apie s? przera?aj?co martwe i nieruchome. Atmosfera zniszczonej planety wymaga?a od nas noszenia masek tlenowych, jednak?e kombinezony nie by?y potrzebne. Po tygodniu podró?y, w ko?cu ujrzeli?my to na horyzoncie wielkich po?aci terenu.

Po roz?o?eniu obozu, zbli?yli?my i zbadali?my to. Jego architektura robi?a wra?enie, rze?ba tak realistyczna, i? wydawa?o si? ?e kreatura jedynie zastyg?a raczej ni? zosta?a wykuta. Ale nie poruszy?a si?, i o ile wiedzieli?my nie mog?a by? ?ywa. Wtedy wykona?em rytua? bym móg? zobaczy? jego w?a?ciwo?ci okultystyczne. Gdy otworzy?em swoje oczy Drugim Spojrzeniem, zobaczy?em i? gapi si? na mnie. Jego oczy poruszy?y si?, obracaj?c si? w masywnych oczodo?ach by na mnie spojrze?. Wzdrygn??em si? pod jego nieludzkim wzrokiem. ?adnych emocji nie da?o si? z nich odczyta?, mo?e jedynie za wyj?tkiem strachu. Odwróci?em si? w stron? Erian i stwierdzi?em, ?e tylko ona pozosta?a z naszych kompanów. Innych nie by?o. Nawet pustkowia znik?y, zast?pione przez bujn? traw? ponad purpurowo-zielonymi polami upstrzonymi skupiskami drzew o dziwacznych kszta?tach. Stali?my w Ogrodach Nico?ci, legendarny stan (obszar?) planety sprzed lat, zanim zosta?a zamieniona w pustkowie przez tajemnicze si?y.

Erian spojrza?a na Gargulca i przywo?a?a go. ?Poka? mi,? powiedzia?a z dum? i postaw?, która mia?em nadzieje nie obrazi artefaktu. Ale by?o, jak zawsze, nieporuszone. Jego oczy przewróci?y si? by na ni? spojrze?, lecz jego milczenie by?o niebia?skie. ?B?ogos?awione niech b?d? prace Wszechstwórcy,? powiedzia?em w modlitwie. ?Niech m?dro?? sp?ynie na tych, którzy s? na ni? otwarci, których kubki s? puste i których umys?y s? ch?onne jak te u ma?ych dzieci. Uka? nam swoj? wol? tak by?my mogli j? wype?ni?.? Nie pami?tam zbyt dok?adnie co wydarzy?o si? potem ale wiedzia?em, ?e ?ni?. Zobaczy?em wi?cej ni? mog? sobie przypomnie? ale to co zobaczy?em by?o wystarczaj?co dziwne. By?em z powrotem na pok?adzie statku pielgrzymów, na którym tu przybyli?my, ale by? pusty bez pielgrzymów i moich kompanów. Znalaz?em drog? na mostek i odkry?em, ?e równie? by? pusty. Patrz?c na zewn?trz, zauwa?y?em, ?e statek zbli?y? si? do wrót. Jednak?e ?aden pilot nim nie powodowa?, wrota zacz??y si? otwiera?, przestrze? i ?wiat?o zmienia?o si? w okr?gu wrót aby ukaza? dziwny portal do nast?pnego systemu gwiezdnego. Gdy statek przeszed? przez wrota, zorientowa?em si? z przera?eniem (w tej formie sennej logiki gdzie wie si? co? co nie zosta?o powiedziane) i? T?umik Sathry (?? Pami?tam co to za urz?dzenie ale nie pami?tam nazwy, sorka) zosta? wy??czony i moja dusza jest w niebezpiecze?stwie. Zamiast bajkowej euforii zauwa?y?em mgie?k? na zewn?trz statku. Pilot (tak, teraz ju? tam by? jakby by? tam ca?y czas) odwróci? si? do mnie i spyta? dlaczego zaj??o mi tak du?o czasu dotarcie tam. Odpowiedzia?em i? by?em na mostku jeszcze przed skokiem, ale on powiedzia? ?e to nie o to mu chodzi?o. Wtedy statek wyszed? z nast?pnych wrót i wrócili?my do normalnej przestrzeni. Oczekiwa? na nas statek, ale nie nale?a? do ?adnego ze szlacheckich rodów, gildii ani sekty. Nale?a? do Vau. Pilot znowu gdzie? znikn?? i statek dryfowa?. Statek Vau wystrzeli? na przód wi?zk? i z?apa? mój statek w kokon ?wiat?a. Wyszed?em do w?azu by przywita? przybyszy (wiedzia?em, ?e przyjd?).

Potem znalaz?em si? w wystawnym pokoju jadalnym, jedz?c z mandarynem Vau. ?o?nierze stali przy drzwiach a pó?nadzy s?u??cy przynie?li pó?miski z dziwacznie kolorowymi ro?linami i mi?sem, ale wszystkie smakowa?y dobrze. Mandaryn zwróci? si? do mnie i powiedzia?, ?Teraz gdy prawdziwie przemierzy?e? przestrze?, musisz zosta? ksi?dzem.? Wsta?em od sto?u i wyszed?em, wracaj?c (natychmiastowo tak jak we ?nie) na mostek mojego statku (jednak?e teraz by? to ju? inny statek ? ten sam który mieli?my pó?niej uzyska? od jednego ze sprzymierze?ców Hazatów Erian). Julia Abrams pilotowa?a go i spyta?a mnie gdzie znalaz?em te dziwne szaty, które nosi?em. Zda?em sobie spraw?, i? nosz? szaty zakonne Vau i odpowiedzia?em: ?Zapracowa?em na nie?. Powiedzia?a bym si? trzyma?, gdy? mieli?my stoczy? walk? z Symbiontami by wydosta? si? stamt?d. ?Tam? to znów by?o inne miejsce ni? to wcze?niej. Byli?my z powrotem w systemie Stygmatu, najwyra?niej napastowani przez statek bojowy Symbiontów. By? szybszy od nas i wystrzeli? paj?cz? sieci? z dzia?ek. Sie? oplot?a si? wokó? statku i widzia?em malutkie paj?czki pe?zaj?ce wzd?u? kad?uba, wzmacniaj?c sie? ich w?asn? nici?. Nasz statek zwolni? prawie do zera gdy sie? zacz??a ?ci?ga? nas w ty?.

Paj?ki znalaz?y si? ju? w ?rodku, pe?zaj?c pod nogami. Odepchn??em je ale Julia wpad?a w panik?. Powiedzia?em by si? uspokoi?a albo wszyscy staniemy si? kiedy? pokarmem dla paj?ków. Doda?em, i? musimy wspi?? si? po paj?czynie by dotrze? do domu. Poprowadzi?em j? do w?azu i wype?zli?my na kad?ub (bez kombinezonów!) i chwycili?my si? lepkiej paj?czyny. U?ywaj?c jej jak drabiny, wspi?li?my si? w otwart? przestrze? naprzeciw s?o?cu. Julia skar?y?a si? na zimno, ale powiedzia?em ?e s?o?ce jest gor?ce i ogrzeje nas jak tylko tam dotrzemy.

Ale w miar? jak si? zbli?ali?my stawa?o si? tylko zimniej. S?o?ce zdawa?o si? mniej jasne. Wiedzia?em i? musimy pod??czy? sie? do s?o?ca ale nie wiedzia?em po co. Wtedy zda?em sobie spraw?, ?e moje wewn?trzne ?wiat?o mo?e nas ogrza?. Wydawa?o si?, ?e ma?e s?o?ce jest w mojej piersi, i wypromieniowa?o ciep?o w przestrze?. Przypomnia?em sobie s?owo Vau by kszta?towa? ?wiat?o, i zacz??em wplata? je jako uzupe?nienie sieci, buduj?c drabin? z naszego statku w stron? s?o?ca.

Obudzi?em si? na pustkowiach Nico?ci u stóp Gargulca. By?em nieprzytomny prawie dzie?. Nasz przewodnik poinstruowa? Juli? i Cardanzo by przykryli moje cia?o ale powiedzia? im tak?e i? ta ?pi?czka by?a przejawem wizji.

Erian tak?e ?ni?a, ale nie ten sam sen co ja. Jej sen by? wype?niony przez s?awne postacie z przesz?o?ci jej rodziny, wielu jeszcze sprzed Zmian, kiedy jej krewni byli demonami po?ród ludzi. Musi jeszcze opowiedzie? wszystko co widzia?a, ale jednym z elementów jej snu by?o odnalezienie rodzinnego reliktu na jakim? nieznanym ?wiecie. To czy ten ?wiat nale?y do ?wiatów, które znamy czy te? do Zaginionych ?wiatów jest niewiadome, tak jak natura reliktu. Erian zdawa?a si? pami?ta? du?o mniej ni? ja ze swojego snu, lecz powróci?y do niej poszlaki w snach.

Co do znaczenia mojego snu, nie umiem powiedzie? na pewno. Nadal staram si? ods?oni? prawd?. Mo?e mam zanie?? s?owo Wszechstwórcy i ?wi?ty P?omie? do Vau i Symbiontów? Ale wydaje si? to by? zbyt prostym wyt?umaczeniem dla postrzegania tak g??boko poruszaj?cej wizji ? i takie te? dla mnie by?o, nawet je?li takie odczucia gubi? si? w s?owie pisanym.

Ktokolwiek przeczyta te wersety w moich dziennikach, porzu? wszelkie zarzuty herezji, które mo?esz mie? .......eh tu si? pogubi?em ju?... darujcie...

Materia? ze strony Holistic Design Inc.
T?umaczenie: Toudi

Dodaj swój komentarz
Twoje imiÄ™ i nazwisko:
Twój e-mail:
Treść: